W pigułce
- Bezdachowa wersja coachbuildingowego hyper-GT Brabus Bodo, hołd dla założyciela marki
- Silnik 5,2 l V12 biturbo, ok. 1000 KM (986 KM) i 1200 Nm momentu
- 0-100 km/h w 3,0 s, 0-200 km/h w 8,5 s, prędkość maks. ograniczona do 360 km/h
- Napęd wyłącznie na tylne koła, 8-biegowy automat
- Nadwozie z prepregowego włókna węglowego, każdy panel wytwarzany u Brabusa
- Aktywny, wysuwany tylny spojler działający jak hamulec aerodynamiczny od ok. 140 km/h
- Miękki dach składany w 15 sekund, masa własna 1774 kg (na sucho)
- Bazuje na Astonie Martinie Vanquish, produkcja limitowana do 77 sztuk
- Cena od 1 077 000 euro (o 77 tys. euro drożej niż Coupe)
Trzeci V12 z Monterey i historia sprzed dwóch dekad
Bodo Cabriolet trzeba czytać w szerszym kontekście, bo to już trzeci unikatowy dwunastocylindrowiec, który zadebiutował podczas tegorocznego Monterey Car Week, po Astonie Martinie Valen i Lamborghini Revuelto SV. Co ciekawe, Brabus i Aston są tu spokrewnione, bo Bodo powstaje na bazie Vanquisha, a Valen wywodzi się z tej samej rodziny V12. Widać wyraźnie, że gatunek dwunastocylindrowego supersamochodu, choć teoretycznie odchodzący, przeżywa właśnie swój ostatni, spektakularny rozkwit.
Sama nazwa niesie osobisty ładunek. Bodo to hołd dla zmarłego założyciela firmy, Bodo Buschmanna, który miał słabość do szybkich aut bez dachu. Jego syn, obecny prezes Brabusa Constantin Buschmann, opowiada, że pomysł na takie auto, duże, charakterne grand tourer noszące DNA Brabusa, ale różniące się od wszystkiego, co marka robiła wcześniej, obaj omawiali jakieś dwadzieścia lat temu. Realizacja zajęła osiem lat aktywnego rozwoju. To nadaje temu autu wymiar, którego nie ma większość tuningowych ekstrawagancji: jest to projekt osobisty, a nie tylko ćwiczenie z generowania mocy.
Design: Vanquish, który poszedł na ciemną stronę
Brabus wziął elegancki, brytyjski garnitur Vanquisha i zastąpił go czymś znacznie bardziej agresywnym. Każdy panel nadwozia powstaje z prepregowego włókna węglowego, utwardzanego pod ciśnieniem w autoklawie we własnej fabryce kompozytów Brabusa w Bottrop. Efektem jest bryła najeżona odsłoniętym karbonem i aerodynamiczną agresją, którą media zgodnie porównują do rekwizytu z filmu o Batmanie. Auto pokazano premierowo w dwóch konfiguracjach: całej czarnej z czarnym miękkim dachem oraz w zjawiskowym odcieniu Silk Stone z dwukolorowym, czarno-szarym dachem.
Wymiary robią wrażenie: 506,2 cm długości, 202,7 cm szerokości i zaledwie 130,5 cm wysokości, przy niemal idealnym rozkładzie masy 50,2 do 49,8 między osiami. Aerodynamika jest aktywna, nie pasywna. Elektrycznie wysuwany, węglowy tylny spojler rozkłada się etapami wraz z rosnącą prędkością, dokładając docisku, a przy około 140 km/h potrafi zadziałać jak hamulec aerodynamiczny. Miękki dach otwiera się i zamyka w zaledwie 15 sekund. Wersja Silk Stone idzie w monochromatyczny szyk: kolor nadwozia przechodzi na skórę, wykończenia i elementy z karbonu.

Napęd i osiągi
Brabus przeniósł do Cabrioleta jednostkę napędową z wersji Coupe bez zmian, a to oznacza sporo mocy. Za napęd odpowiada zmodyfikowane 5,2-litrowe V12 z podwójnym turbodoładowaniem, generujące niemal 1000 KM (986 KM) i aż 1200 Nm momentu obrotowego dostępnego między 2900 a 5000 obr./min.
| Parametr | Brabus Bodo Cabriolet |
|---|---|
| Silnik | 5,2 l V12 biturbo |
| Moc | ok. 1000 KM (986 KM) |
| Moment obrotowy | 1200 Nm (2900-5000 obr./min) |
| Napęd | na tylne koła |
| Skrzynia | 8-biegowy automat |
| 0-100 km/h | 3,0 s |
| 0-200 km/h | 8,5 s |
| 0-300 km/h | 23,9 s |
| Prędkość maks. | 360 km/h (ograniczona elektronicznie) |
| Masa własna (na sucho) | 1774 kg |
| Nadwozie | prepregowe włókno węglowe |
| Liczba egzemplarzy | 77 |
Moc trafia wyłącznie na tylne koła przez ośmiobiegowy automat, dokładnie jak w bazowym Vanquishu. Osiągi są kompletne: setka w 3 sekundy, 200 km/h w 8,5 sekundy i 300 km/h w niecałe 24 sekundy, a wszystko to z wiatrem we włosach. Prędkość maksymalną ograniczono elektronicznie do 360 km/h, identycznie jak w wersji zamkniętej. Za hamowanie odpowiadają węglowo-ceramiczne tarcze, a auto ma też funkcję podnoszenia zawieszenia o cal, przydatną na progach zwalniających i stromych podjazdach, co przy aucie tej klasy i ceny jest rozsądnym, praktycznym akcentem.
Cena i dostępność
Produkcja Bodo Cabriolet jest ograniczona do 77 egzemplarzy na całym świecie, co nawiązuje do roku założenia Brabusa, czyli 1977. Ta sama liczba obowiązuje dla wersji Coupe. Ceny w Europie startują od 1 077 000 euro, czyli o 77 tysięcy euro więcej niż za wersję zamkniętą, co w przeliczeniu daje grubo ponad cztery i pół miliona złotych. Każdy egzemplarz jest konfigurowany indywidualnie, zgodnie z życzeniami nabywcy, a premiera odbyła się 14 sierpnia 2026 podczas The Quail w ramach Monterey Car Week.
Komentarz redakcji
Bodo Cabriolet to auto, które trudno oceniać zdrowym rozsądkiem, bo zdrowy rozsądek nie ma tu nic do rzeczy. To pojazd całkowicie zbędny, i to w najlepszym możliwym sensie. Głośny, dramatyczny, przesadzony i bezczelnie nadmiarowy, czyli dokładnie taki, jaki powinien być współczesny coachbuildingowy grand tourer. Brabus wziął i tak już mocnego Astona Vanquisha i zamienił go w coś jeszcze bardziej ekstremalnego, dokładając karbon, aktywną aerodynamikę i teatr, którego zwykłemu autu brakuje. Jako czysty popis rzemiosła i nadmiaru wygląda to absolutnie znakomicie.
Warto jednak docenić, że pod tą powłoką szoku i grozy kryje się coś więcej niż tuning. Osiem lat rozwoju, własna fabryka kompozytów, prepregowy karbon utwardzany w autoklawie i niemal idealny rozkład masy pokazują, że Brabus potraktował ten projekt jak pełnoprawną konstrukcję, a nie doklejenie dodatków do gotowego auta. Osobista historia założyciela nadaje mu przy tym wymiar, którego nie kupuje się za pieniądze. To rzadki przypadek, gdy ekstrawagancja ma prawdziwe emocjonalne uzasadnienie.
Trzeba jednak zachować proporcje. Za ponad milion euro dostajemy auto, które powstanie w 77 sztukach i którego nikt z nas nigdy nie zobaczy na ulicy, a tym bardziej nie usiądzie za jego kierownicą. Dla garstki najbogatszych kolekcjonerów to obiekt pożądania, dla całej reszty ciekawostka do oglądania na ekranie. Można nad tym ubolewać albo uznać, że tak właśnie działa świat coachbuildingu: najbardziej szalone pomysły powstają w mikroskopijnych nakładach dla tych, których stać na wszystko. A jako szalony pomysł Bodo Cabriolet jest bez zarzutu, bo nie udaje, że jest czymkolwiek innym niż drogą, głośną i piękną fanaberią. I właśnie za tę szczerość należy mu się szacunek.
